Nikt nie przyjdzie

nikt-nie-przyjdzie

Jednych władza przeraża, innych pociąga. Albo inaczej, lubimy ją mieć, a nie lubimy się jej poddawać. Choć jest i wariant, że wolimy mieć przed sobą jasno wytyczony cel i zasady, podążać za tym co narzucone, bo wtedy mamy wrażenie, że odpowiedzialność za wynik leży po za nami, czyli jest bezpieczniej, wygodniej, może z mniejszą presją. Wszystko ok, do czasu gdy nie stajemy w obliczu sytuacji, gdy władzą i wykonawcą jest dokładnie ta sama osoba, czyli JA, a właściwie TY 😉

I co teraz?

Istnieje trend, który mówi: bądź dla siebie dobry, akceptuj swoje słabości, przytul się, nie ciśnij, zaakceptuj siebie takim jakim jesteś. Od razu w tym miejscu napiszę, że jestem ZA.

OK, to teraz krótki quiz:

  1. Czy zapewnienie sobie życia na bezpiecznym poziomie to wyraz bycia dobrym wobec siebie? TAK/NIE
  2. Czy np. częste kupowanie biletów na citybreaki to forma akceptacji swoich słabości do podroży? TAK/NIE
  3. Czy spędzenie popołudnia w ulubionej restauracji, z dobrą książką i planami na shopping, to forma przytulenia siebie? TAK/NIE
  4. Czy niedzielne domowe leniuchowanie to akceptacja siebie? TAK/NIE • Ile TAK uzbierałeś/uzbierałaś?

Czyli cisnąć nie należy ale efekty warto mieć! Dla siebie, dla swojego komfortu, z miłości do siebie, by móc uzewnętrznić i realizować siebie takim jakim się naprawdę czuję w środku.

OK, mamy to i lecimy z tematem dalej.

Okazuje się, że cała władza i decyzyjność leżą po naszej stronie, no i wykonawstwo również.

Może wydawać się, że na przeszkodzie do spełnienia stoi nasza rodzina, szef, rodzice, szóstka dzieci itd. Ale to tylko pozory. Nie chcę powiedzieć, że oni się nie liczą, że są bez znaczenia. Natomiast chcę zaznaczyć, że te osoby nie odbierają nam możliwości realizacji naszych planów i założeń. Ich obecność może wpływać na sposób i tempo realizacji ale nie może ich wykluczać czy blokować, bo jeśli wydaje nam się, że tak właśnie jest, to oznacza, że należy lepiej przyjrzeć się swojemu położeniu i inaczej poukładać pewne wątki.

Nasze niedziałanie na własną rzecz najczęściej wynika z tego, że mamy poczucie, że życie po prostu powinno być prostsze, lepiej zorganizowane, bardziej przyjazne i gotowe naszą samorealizację i wtedy my a i owszem. Tylko skąd „to życie” ma wiedzieć czego chcemy? Jak byłoby nam najlepiej? W którą stronę ma zmierzać? Jak lubimy? Kiedy? I w jakich ilościach? Ono tego nie wie, i nasi bliscy też nie. Ta tajemna wiedza leży jedynie w nas, i niestety często jest nieodkryta, nienazwana, niedoprecyzowana.

Podsumuję ten wpis zdaniem, które powtarzam sobie w chwilach, gdy mam ochotę rzucić wszystko w diabły: nikt nie przyjdzie.

Mel Robbins w „Pozwól im” pisze: „Problem z czekaniem polega na tym, że nikt nie przychodzi. Jedyne przyzwolenie, jakiego potrzebujesz, musisz dać sobie sam.” Przyzwolenie, motywację, kopa, silę. Nazwij jak chcesz. Chcesz od świata wyników? Zasil go swoimi wyborami, decyzjami, działaniem, wiarą w siebie i uporem.

Ściskam serdecznie, Martyna Kieliszek Trener Rozwoju +48 501 875 330