Cudze zwycięstwa nie są twoimi porażkami
CUDZE ZWYCIĘSTWA NIE SĄ TWOIMI PORAŻKAMI
Sukces, szczęście, zadowolenie, wymarzona sylwetka to nie jest towar limitowany. To, że Ty je masz, nie oznacza, że przez Ciebie dla mnie zabrakło. Wręcz przeciwnie, skoro Ty je masz, to znaczy, że i ja mam do nich dostęp. Dalej też jest obiecująco, bo to że ja nie posiadam cech, które Ciebie doprowadziły do stanu, który w moich oczach jawi się jako sukces, nie oznacza, że ten stan nie jest dostępny mnie. Na każdy szczyt prowadzi wiele dróg. Jedyne, co może nam utrudnić zmierzanie w wymarzonym kierunku to brak działania. Jeśli działasz, choćby powoli, nawet z przerwami, czasem bez przekonania, od czasu do czasu zaliczając upadki, wciąż masz 100% szans na osiągnięcie upragnionego. Działaj, bo to jedyne czego potrzebujesz. Rozmawiając z uczestnikami moich warsztatów zauważyłam prawidłowość polegającą na tym, że cudzy sukces nie motywuje, a zniechęca. Budzi irytację, czasem pogardę, powoduje próbę umniejszenia cudzego starania. Energia jest spalana na to, by wytłumaczyć przed sobą samym czemu jej/jemu „było łatwo”, i dlaczego w naszym przypadku to nie takie proste. Przyjrzyjmy się tym założeniom:
ZALOŻENIE 1 Dla niej/niego to było łatwe, bo… (tu można wstawić cokolwiek) Słysząc coś takiego mam pokusę by zadać pytania:
Na jakiej podstawie wyciągasz wniosek, że to było łatwe?
Skąd Twoje przekonanie, że to jedyne co było potrzebne do osiągniecia, o którym rozmawiamy?
Czym potwierdzisz swoje przekonanie, że Ty nie masz dostępu do tego samego zasobu?
ZALOŻENIE 2 W moim przypadku to nie takie proste. Oto moje pytania:
Co tak dokładnie „nie jest takie proste”?
Czym tak naprawdę różnią się wasze przypadki?
Skąd pomysł, że wzrastanie powinno być proste?
Czy jeśli coś wymaga wysiłku to równocześnie oznacza to, że jest poza Twoim zasięgiem?
Nawet jeśli ktoś zdobył coś bez wysiłku (ta bezwysiłkowość zazwyczaj jest jedynie pozorna), to czy wyklucza to opcję, w której Ty wkładasz wysiłek by osiągnąć to samo? A gdyby tak wykorzystać fakt, że ktoś już to ma, czyli dal dowód, że można i z życzliwością i podziwem przyjrzeć się jak to zdobył? Może zamiast zawiści lepiej sprawdziłaby się aprobata i otwartość? Rozmowa, w której mówicie otwarcie: też tak chcę, proszę poprowadź mnie.
I jeszcze jedno, skąd w głowie rodzi się pomysł, że skoro ktoś coś osiągnął wcześniej niż ja to tym samym "ukradł" mi pomysł, odebrał sprawczość, zużył opcję?
Szczęścia wystarczy dla wszystkich, serio. Po prostu weź się za to już dziś.
Działaj, innej drogi nie ma.
Martyna
